wtorek, 30 grudnia 2014

Nagłe, niebezpieczne emocje


Chyba każdy z nas w swoim życiu niestety był świadkiem, bądź uczestnikiem bardzo przykrego przeżycia. Wypadek samochodowy, śmierć kogoś bliskiego, rozstanie, to tylko niektóre z bardzo stresujących sytuacji, jakie mogą się nam przydarzyć.
Co to właściwie jest zaburzenie traumatyczne? To pewien rodzaj zaburzenia na które zapada osoba po doświadczeniu bardzo przykrej sytuacji, silnej lub gwałtownej.
Czy da się z tym żyć?
W połowie przypadków stres potraumatyczny ustępuje po pewnym okresie czasu od wystąpienia przykrego wypadku, czy też sytuacji. Niestety, nie zawsze tak się dzieje. Osoby, które są mniej odporne psychicznie mogą doświadczać pewnego rodzaju „nawrotów” . O czym mowa?
Przykładowo: osoba, która była uczestnikiem wypadku samochodowego z pewnością przez pewien czas będzie unikała podróży autem. Nie ma w tym nic złego, jest to raczej normalna reakcja każdego człowieka. Gorzej jednak, jeśli myśli związane z samochodem, jako przedmiotem, środkiem lokomocji stają się natrętne. Koszmary nocne, a przez to bezsenność, złe skojarzenia wywołane filmem w telewizji, niechęć do podróży autem nawet na kilka miesięcy od zdarzenia.
Łatwa do zaobserwowania jest też nadmierna nerwowość osoby i zamknięcie w sobie. Niechętnie spotyka się z ludźmi, a jeśli już to stara się unikać wszystkich rozmów możliwie powiązanych z tym przeżyciem. Długie „przeżuwanie” w sobie obrazów ze zdarzenia, ciągłe myślenie o tym może spowodować objawy na tle zdrowotnym takie jak: bóle głowy, nudności, problemy z odżywianiem i wypróżnianiem, bądź nadmierne takie jak biegunka.
Ważne jest by taka osoba nie została sama ze swoim problemem. Jeśli da się zauważyć, że ta trudna sytuacja przytłacza kogoś kogo znamy, warto polecić lub umówić naszego bliskiego z terapeutą. Może okazać się, że to jedyne wyjście na podanie komuś pomocnej dłoni i wyciągnięcie go z jego „czarnych myśli”.
Ważne jest również by uświadomić takiej osobie, że to co się stało absolutnie nie jest jej winą. Często cierpiący zaczyna zniekształcać obraz minionego zdarzenia, tłumacząc sobie, że coś się wydarzyło przez niego. Trzeba jasno mu tłumaczyć, że tak widocznie musiało się zdarzyć .
Pozwól takiej osobie na pobycie ze sobą. Niech wyrzuci z siebie złe emocje w postaci łez. Nie powstrzymuj jej od tego. Niezależnie jak wiele pomocy damy takiej osobie, ona przede wszystkim sama ze sobą musi przepracować owy problem.
Warto jest spotkać się z osobą, która przeżyła coś podobnego. Poznać jej myśli, porównać czy wasze odczucia są podobne. Być może ta przyjazna persona pomoże Ci w przechodzeniu przez tą trudną drogę.

Przede wszystkim niech taka osoba się nie ukrywa! Inni ludzie i ich towarzystwo to najlepsze lekarstwo na każdy lęk. Wsparcie i rozmowy nie jedną już osobę wyprowadziły z ich „dołka”. Wiadome jest, że nie da się zupełnie wymazać z głowy tego, czego się doświadczyło. Można jednak zrobić z tej sytuacji użytek- wzmocnić siebie, swoją psychikę i nieść pomoc innym słowem, przykładem  i życzliwością. 

poniedziałek, 27 października 2014

klawiaturowa loVE

Hej!

Czy macie swoje drugie połówki? Myślę, że wiele z nas posiada kogoś do kogo może się przytulić, gdy jest mu źle. Osobiście uważam, że odnalezienie takiej osoby nie jest sprawą łatwą i czasem trzeba się nieźle naczekać, żeby owa "ta", bądź "ten" pojawili się w naszym życiu. A jak wiemy z mądrych legend- miłość można spotkać wszędzie, najprawdopodobniej wtedy, gdy najmniej się tego spodziewamy. Niestety, nie wszyscy mogą się pochwalić szczęśliwym życiem uczuciowym. Wielu z nas, z różnych powodów cierpi na samotność. Przyczyn jest wiele: brak szczęścia, chęć bycia z kimś jak najbardziej idealnym, czy też jak najczęściej teraz bywa cierpimy na BRAK CZASU. Gdy nie mamy zbyt wiele godzin w ciągu tygodnia, które przeznaczamy na rozrywkę i relaks, nagłe, spontaniczne pójście ze znajomymi do kina czy do klubu, zaczyna graniczyć z cudem. A jak stare porzekadła mówią, jak będziesz siedział w domu to miłości nie znajdziesz. Nic bardziej mylnego! (przynajmniej w czasach w których żyjemy). Jak wiele istnieje portali społecznościowych- chyba każdy z nas wie. Są takie specjalne do kojarzenia osób, które odpowiadają sobie wizualnie, pod kątem charakteru, zainteresować itd. Zdecydowanie szybciej wejść na taką stronę i przeznaczyć nawet kwadrans na poszukiwanie być może miłości swojego życia. Czy to dobry sposób na poznanie kogoś wyjątkowego? I tak i nie. Są wady i zalety... jak wszystkiego:)
Zalety:
-> poznaje kogoś bez wychodzenia, w zaciszu swojego domu
-> ciekawa opcja dla ludzi nieśmiałych, którym łatwiej przychodzi pisanie za pośrednictwem monitora, niż rozmowa "face to face"
-> oszczędność czasu
-> możliwość odnalezienia kogoś za pomocą dość konkretnych kryteriów, które nas interesują
-> jeśli poznana osoba nie okaże się materiałem na partnera życiowego, zawsze może pozostać naszym towarzyszem do rozmów na jesienne, samotne wieczory.

Wady:
-> mała szczerość ludzi ( naginanie faktów odnośnie swojego wyglądu, zainteresowań itd.)
-> nigdy nie wiesz kto jest po drugiej stronie
-> Z pewnością nie zastąpi Ci to pierwszego momentu ujrzenia i momentalnego zakochania się;)
-> często takie osoby sugerują się tylko i wyłącznie tym jak ktoś wygląda na zdjęciu
-> długie siedzenie przed monitorem komputera z pewnością nie wpływa dobrze na nasze zdrowie.


Można by tu było wymienić jeszcze wiele zalet oraz wad takiego zapoznawania ludzi. Ja osobiście wolę drogę realnego zapoznawania ludzi, Jest to dla mnie zwyczajnie ciekawsze i przynosi mi więcej satysfakcji. A jakie jest Wasze zdanie?:)

sobota, 6 września 2014

Wirtualna granica między życiem, a "życiem"

Czym byłby dzisiejszy świat bez internetu? Czy miałby rację bytu? Takie mniej więcej pytania zadajemy sobie czasem, gdy po raz kolejny znajdujemy na stronie internetowej sklepu pewną rzecz, którą od dawna chcieliśmy mieć, a nie była ona dostępna stacjonarnie. Zastanawiamy się nad tym, gdy rano spieszymy się do pracy, na uczelnie i w pośpiechu przy śniadaniu przeglądamy najświeższe informacje, gdyż nie mielibyśmy czasu na poranną wizytę w kiosku z gazetami. Internet- dobrodziejstwo czy przekleństwo naszych czasów. Nie tylko ułatwia nam życia ale także niesie za sobą wiele zagrożeń. Rozwija nasz intelekt, a czasem rujnuje nasz spokój ducha.

Każdy chce być akceptowany, kochany, podziwiany, chwalony. Lubimy, choć się do tego nie przyznajemy, gdy ktoś nam czegoś zazdrości lub prawi nam komplementy. Nie bez powodu umieszczamy różne zdjęcia, a to z wakacji, ślubu, imprez, spotkań na popularnych portalach społecznościowych. Niby takie jedno, dwa zdjęcia, jednakże ileż emocji to za sobą niesie.
"Polubi ktoś, czy nie... ile osób, padnie rekord?"
 "Skomentował moje zdjęcie! Napisał, że ślicznie wyszłam. Może mam szansę?" itd.
Emanujemy tam naszą prywatnością, choć "normalnie" nie lubimy, gdy ktoś wchodzi nam w przysłowiowych  "buciorach" do naszego życia. Sami się przecież na to zgadzamy! Taki "lajk" od osoby, z którą nie zawsze mieliśmy dobry kontakt wbrew pozorom gdzieś  w naszej psychice naprawia nasze relacje. Przypadkowo dostrzeżona osoba, jej ładne zdjęcie, czy zainteresowania sprawiają, że mamy ochotę bliżej ją poznać, choć czasami nie byliśmy z nią nawet na "cześć".
Wszystko ma swoje wady i zalety. Takie internetowe możliwości również. Nie zdajemy sobie sprawy jednak jak to wszystko wpływa na nas samych, jak kształtuje nasze gusta. Zasłyszane gdzieś w kopalni sieci kawałki jakiegoś wcześniej nieznanego zespołu, sprawiają, że odnajdujemy coś czego od dawna szukaliśmy. Miasta, które chcieliśmy zwiedzić, a nigdy nie było nas na to stać, możemy obejrzeć za pośrednictwem galerii, wirtualnych wycieczek po danym miejscu. Zakupy, szukanie ciekawych ofert pracy, szkoleń, wyjazdów. Odnajdowanie przyjaciół z dawnych lat, być może odświeżenie tych znajomości, szybka rozmowa z przyjaciółką, która wyjechała na inny kontynent. To wszystko jest możliwe. Czasem uważam że synonimem internetu powinno być słowo "możliwość". Bo to daje nam możliwość! Możliwość prawie na wszystko! Ale również nam ją zabiera. Przestajemy chcieć wychodzić z domu, bo po co? skoro wszystko mogę zamówić on-line. Nie chcemy, lub tłumaczymy brakiem czasu unikanie spotkań ze znajomymi.. przecież można napisać do nich, lub porozmawiać. Internet daje nam tyle samo ile zabiera. Choć bez pewnych czynności, obecnie, nie wyobrażamy sobie życia (np. ja teraz nie miałabym tego bloga i nie pisałabym do Was, a Wy nie czytalibyście mnie) to kiedyś przecież ludzie sobie radzili! I to jak bardzo doskonale! Czy byli mniej szczęśliwi? Nie sądzę. Czy mieli mniej czasu? wprost przeciwnie! Czy nie zawierali znajomości, nie byli w związkach? byli tak samo, jak i my dziś. My ludzie lubimy sobie dużo dzisiaj ułatwiać. Szkoda, że nie widzimy jak te ułatwienia stają się niekiedy utrudnieniami. Osobiście jak najbardziej jestem zwolenniczką wirtualnych możliwości (skłamałabym, gdybym napisała, że jest inaczej), jednakże mam nadzieję, że podchodzę do tego wszystkiego ze zdrowym rozsądkiem. Chyba jak zawsze można tu przywołać pewne przysłowie "Wszystko jest dla nas dobre, gdy mamy świadomość, jak  korzystać z tego z głową" :))).

poniedziałek, 7 lipca 2014

Bardzo otwarci ludzie

Czy macie wśród swoich znajomych osobę, która jest wręcz duszą towarzystwa? Myślę, że każdy z nas zna kogoś takiego. Ekstrawertyk- bo o nim mowa- to człowiek, który uwielbia życie społeczne i sens własnej egzystencji upatruje we wszystkim co dookoła niego się dzieje. To typowy "społecznik" zaabsorbowany problemami innych, otwarty na nowe znajomości, mówiący "tak" nowym znajomościom, przyjaźniom. Czy taką osobowość zawsze można połączyć z optymizmem?
I tak i nie. Wiadomo, że im więcej czasu poświęcamy na kontakt, taki rzeczywisty z innymi ludźmi, tym więcej sensu widzimy w każdym swoim dniu. Przeświadczenie, że wiem po co żyje, że jestem komuś potrzebny, że ktoś czeka na moją poradę, ciepłe słowo, bądź zwyczajnie moją obecność sprawia, że chce mi się żyć! Jednak obciążenie wynikające z tego, że wiele ludźmi powierza nam swoje problemy- skoro jesteśmy tacy otwarci- niekiedy wykorzystuje nas i naraża na niepotrzebne napięcie i związany z tym stres. Czy łatwo być ekstrawertykiem? Moim skromnym zdaniem wiele zależy od otoczenia w którym żyjemy. Z pewnością ciekawsze jest życie osoby, która nie stroni od przygód i wciąż chłonie nowe wyzwania- bo dla ekstrawertyka przecież każdy dzień jest wyprawą na K2.  Nie zrozumcie mnie źle, absolutnie nie twierdzę, że życie osoby zamkniętej w sobie jest nudne. Nie rozpatrujmy tych dwóch typów osobowości w kategoriach "czarne i białe". Przecież są też stany pośrednie, a są też osobowości mieszane, czyli trochę ekstrawertyka i trochę intrawertyka. Kontynuując swoją myśl, uważam, że ekstrawertyk od razu "na starcie" (poprzez wrodzoną osobowość) ma większe szanse na spełnianie swoich ambicji, odważnie kroczy ku stawianym przez życie wyzwaniom, a więc wydaje się, że wraz z ciekawym i różnorodnym typem "ja" otrzymuje niezliczone pokłady odwagi i energii. Poza tym, choć ciężko w to uwierzyć- ( i z pewnością nie jest to żadne zaburzenie, ani choroba) ludzie pod wpływem biegu życia zmieniają swoją osobowość. Można urodzić się ekstrawertykiem, ale w wyniku tragedii rodzinnej zmienić się w zaawansowanego intrawertyka. Nic w tym złego, to całkiem normalne. Może być zamiana odwrotna. Pod wpływem nowego otoczenia, odważnych i szalonych ludzi można stać się również bardziej otwartym i pewnym siebie. Osobowość ludzka to kopalnia tajemnic i niewyjaśnionych niekiedy procesów. Warto określić swój własny typ osobowości ( np. poprzez inny podział: typ A, B, C,D) by się zorientować na jakie choroby jesteśmy narażeni i co robić, by się przed nimi uchronić. 

wtorek, 22 kwietnia 2014

Ja o dwóch twarzach

Czy zastanawialiście się kiedyś na tym jak to jest, że człowiek "ma" dwie twarze?

Surowy szef, wymagający od swoich pracowników najwyższych kompetencji, często nie liczący się z ich życiem prywatnym- z drugiej strony kochający mąż, opiekuńczy tata swoich dzieci.

Wesoła młoda dziewczyna, dusza towarzystwa, dobra studentka, szanująca swoich rodziców córka- z drugiej strony osoba borykająca się z depresją, z myślami samobójczymi, z bólem sensu i istnienia.

To nie są przykłady przepisane z książki. To ludzie, których codziennie setki przechadza się po ulicach.  Tak naprawdę tylko oni wiedzą jacy są naprawdę i nigdy nikt nie może powiedzieć o nich, że zna ich na 100%.

Czasem przez tzw. "przywdziewanie maski" zatracamy siebie, przestajemy kontrolować gdzie jestem jeszcze ja, a gdzie moja rola, którą decyduję się odgrywać każdego dnia. Często robimy to by nie pokazywać światu, że jesteśmy słabi w obawie, że nie będziemy szanowani, że zostaniemy obiektem szyderstw, kpin. Dziś tylko ludzie silni, rządni bycia na piedestale są coś warci- przynajmniej takie jest myślenie społeczeństwa XXI wieku. Bywa też tak, że z "maską" jest nam wygodniej, bezpieczniej. Tylko my wiemy jacy jesteśmy- więc nikt nas nie zrani, nikt nie będzie snuł plotek o tym jaka jest o nas prawda.

Dziś "fajni" ludzie to określony typ ludzi- rodzaj, bądź góra dwa i jeśli chcesz być akceptowanym to najlepiej bądź taki jak ten "ideał". Stad koleżanka naśladuje koleżankę, fan utożsamia się ze swoim idolem- bądź wizualnie chce się do niego upodobnić.
Bycie nijakim nie jest już "tredny". Świat stawia na silne i wyraziste jednostki- a jeśli się takim nie jest można łatwo przepaść pod lawiną codzienności.

Myślę, że mimo wszystko warto zaryzykować i przemycić do tego "światka" cząstkę siebie. Każdy z nas jest inni i każdy ma co innego do zaoferowania. Nie jest tak, że jeśli nie mamy dużo pieniędzy, nie wyglądamy jak zdjęci z okładek kolorowych pism to nie jesteśmy dość dobrzy by egzystować w społeczeństwie na swoich prawach i warunkach. Podnieśmy wysoko głowę, pokażmy światu, że siła tkwi w różnorodności. Bo ilość takich samych osób- świadczy o nudności, o tworzeniu się stereotypów. Świat stanąłby w miejscu, gdyby nie talenty ludzi rozwinięte w przeróżnych dziedzinach i kierunkach. Tylko różnorodność może zapewnić ciekawość.
I osobiście bardzo się cieszę, że na świecie są ludzie o różnym kolorze skóry, różnych tradycjach, religiach, umiejący śpiewać i malować, chudzi i otyli, brunetki i rude;) Tylko jednego żałuje... że są zdrowi i chorzy... ta jedyna różnorodność mnie smuci..

piątek, 14 marca 2014

Jak przywrócić/ zwiększyć swoje własne poczucie wartości?

Nie raz czuliśmy się gorsi od innych. Brzydsza od koleżanki, mniej utalentowana, mniej uwielbiana, nie mam chłopaka- więc pewnie jestem do niczego. Czy rzeczywiście musimy mierzyć siebie miarą innych? a może lubimy usprawiedliwiać swoje drobne wady i niepowodzenia użalaniem się nad sobą?

To, że coś nam nie wyszło raz czy dwa- nie świadczy o naszej mniejszej inteligencji. Fakt, że jestem singlem- nie oznacza, że jestem mało atrakcyjna.

Każdą wadę trzeba pokochać i każdą z nich można zamienić w zaletę. Nie do wiary? a jednak!

Jak przetłumaczyć sobie, że bycie samotną jest dobre?
To nie jest tak, że nie podobamy się komuś. Być może bije od nas niepewność, zaślepienie w swojej "niedoskonałości" a to zdecydowanie może działać jak bodziec odstraszający. To, że nie mamy aktualnie partnera może też mówić to, że "jestem samodzielna, niezależna i czekam na kogoś z kim poczuje się dobrze, z własnym ciałem i wnętrzem". Nie możemy dopasowywać się do kogoś napotkanego, ktoś musi nas uwielbiać za to jaką osobą się jest.

Kolejna porażka?
Na własnych błędach uczymy się najlepiej. To nie jest tak, że jak coś nam się nie uda to oznacza, że jesteśmy nieudolni i generalnie "do niczego". Zwyczajnie może w danym aspekcie jesteśmy mniej utalentowani? nie oszukujmy się. Nie ma teraz zbyt wielu ludzi renesansu, którzy jak głosi znaczenie tego stwierdzenia są uzdolnieni w każdej dziedzinie. Lepiej znaleźć sobie jedną i być przekonanym, że w tym sobie poradzimy. A nawet jeśli raz na jakiś czas coś się nam nie uda- wyluzujmy! Jesteśmy tylko ludzi i mamy prawo do błędów

Nie jestem brzydsza niż moja koleżanka!
Oczywiście. Każda kobieta jest na swój sposób piękna. A czy sądzicie, że te na pozór cudowne i idealne dziewczyny rzeczywiście tak wyglądają to się w 99% mylicie. Można mieć ładne ciało, ale twarz... zasługa dobrych zabiegów kosmetycznych i umiejętnego wykonywania makijażu. Jak nie wierzycie zawsze można pooglądać sobie w internecie jak wyglądają "gwiazdy bez makijażu". Od razu lepiej, prawda? Każda z nas jest cudowna, a piękno bije zazwyczaj od wewnątrz a nie od zewnątrz.

Grunt to wiara w siebie, dostrzeganie swoich dobrych stron, cieszenie się ze spełniania się w swoich pasjach i otoczenie- przyjaciele, rodzina, którzy zawsze będą przy nas.
I uśmiech!! Codziennie, rano powiedzmy sobie "to będzie udany dzień"

niedziela, 9 lutego 2014

Uzdrawiające nuty

Każdy z nas ma tak, że gdy usłyszy ulubioną piosenkę wprowadza się automatycznie w dobry humor, relaksuje się. Co tkwi w tej muzyce, że tak doskonale koi nasze zmysły i dlaczego może być lekarstwem na dolegliwości psychologiczne?

Muzykoterapia- najprościej rzecz ujmując to „leczenie muzyką”. Słuchając utworów spokojnych sami wyciszamy się. Relaksujemy się, nasze ciśnienie krwi i tempo serca się normują.  Analogicznie muzyka gwałtowna i głośna sprawia, że ciśnienie krwi osiąga wysoki poziom co budzi nas z letargu i sprawia, że jesteśmy bardziej skłonni do działania i do cieszenia się z życia.  Tym jaką muzykę dobrać, by była zbawienna dla nastroju chorego zajmuje się specjalista od „leczenia nutami” – muzykoterapeuta.

Czy muszę znać się na muzyce, mieć dobry słuch by uczestniczyć w muzykoterapii?

Absolutnie nie! W zajęciach muzykoterapii może uczestniczyć każdy. Muzyk bądź osoba, której przysłowiowo nadepnął słoń na ucho ;) Nikt nie jest oceniany pod względem swych uzdolnień w tym kierunku. Zajęcia są przeprowadzane najczęściej w grupach. 

Ważnymi częściami muzyki, która liczy się w muzykoterapii jest jej: tempo, rytm, barwa, dynamika.

Jakie korzyści można czerpać z muzykoterapii?
- przede wszystkim dobra zabawa i poprawa własnego nastroju!
- być może obudzi w Tobie miłość do konkretnego rodzaju muzyki
- pozwala pozbyć się złych i otwiera człowieka na doznawanie nowych emocji
- czujemy się pewniejsi siebie, przełamujemy własny wstyd

-pozytywne fluidy rozprzestrzeniają się na całą grupę J

sobota, 11 stycznia 2014

Stereotypy

Jak łatwo skrzywdzić kogoś, nawet nie pozwalając tej osobie na wypowiedzenie się, wie chyba każdy z nas. Wiele ludzi zostało skazanych na porażkę już na początku, bo byli innej rasy, innego koloru skóry, innej religii, innej orientacji, innego światopoglądu. Bo pochodzili z kraju, który uchodzi za biedny, agresywny, powolny lub wprost przeciwnie- wybitnie nadpobudliwy. Czy umiemy odgonić się od stereotypów i poznając człowieka chcemy widzieć Go jako kogoś kto ma u nas czystą kartę?

Przykład:

Piotr od urodzenia był niepełnosprawny. Fakt ten sprawiał, że chłopak nigdy nie zastanawiał się nad tym czemu los go tak okrutnie skrzywdził. Zwyczajnie, taki przyszedł na świat i taki miał z tego świata odejść. Mimo tego, że nie chodził odczuwał wielką pasję: muzykę, a konkretnie taniec. Jego serce wybijało każdy rytm piosenki, tak jakby te niewładne nogi chciały porwać go do szalonej, roztańczonej zabawy. Gdy przeczytał w gazecie o kursie tańca dla osób jeżdżących na wózkach inwalidzkich pomyślał, że to szansa i znak z góry, że powinien zrobić coś nowego w swoim życiu. Pierwsze zajęcie odkryły, jak niesamowity talent tkwi w tym pogodnym chłopaku. Świetnie dogadywał się ze swoją partnerką, która była w pełni sprawna. Pary były mieszane, a Piotr trafił na osobę chodzącą. Początkowo bał się Jej reakcji, ale Kasia okazała się pogodną i ciepłą osobą, której niepełnosprawność chłopaka wcale nie przeszkadzała. Po roku intensywnych treningów zaczęli wygrywać konkursy i turnieje taneczne. Ich instruktorka namówiła ich, by spróbowali swych sił na równi z tancerzami w pełni sprawnymi. Gdy pojawili się na jednym z pokazów tanecznych, inni uczestnicy spoglądali na Kasię i Piotra z politowaniem. Dawali im odczuć, że nigdy nie będą tak dobrzy jak pary sprawnych tancerzy. Jakie było ich zdziwienie, gdy Kasia i Piotr pokazali swój trudny jak na ich warunki układ bez najmniejszego błędu. Mimo swojego zadowolenia, chłopak czuł presję, że wszyscy patrzą na niego przez pryzmat jego kalectwa. Cieszył się jednak, że udowodnił im, że jeśli ma się talent- to sprawność czy jej brak nie ma dużego znaczenia. Upewnił tym faktem nie tylko ich, ale i siebie.

Krótka historia Piotra może dać nam wiele do myślenia. Otoczenie w pełni sprawnych ludzi, utalentowanych tancerzy od razu skreśliło chłopaka bo był na wózku, bo nie mógł układać swoich stóp odpowiednio do wymagań każdego stylu tańca. Piotr jednak pokazał, że talent, który posiada może być zaprezentowany od innej strony równie skutecznie i efektownie, jak  przez profesjonalnych tancerzy. 
Tak łatwo kogoś ocenić, skrzywdzić już na początku.. Czy sami byśmy tego chcieli? Zastanówmy się nad tym, gdy następnym razem poznamy kogoś, kto będzie pragnął naszej akceptacji.