poniedziałek, 11 listopada 2013

Wypaliło się..

Totalnie nic nie chce mi się robić dzisiejszego dnia. Otwieram swoje oczy równo z sygnałem przeraźliwego budzika w telefonie. No tak, miałam zmienić ten dzwonek już dawno, no ale nie było na to czasu. Szczerze, tak bardzo nie chce mi się wstawać. Wolałabym sto razy zostać w ciepłym łóżku cały dzień, nie malować się, nawet i nie jeść. Zwyczajnie leżeć i patrzeć w sufit. Tylko dlaczego tak jest? Przecież mam wszystko. Mam wspaniałe studia, które każdego dnia wnoszą tak wiele do mojego życia. Mieszkam w dużym mieście, gdzie mam tyle możliwości na robienie świetnych rzeczy. Mam kochającego chłopaka, z którym jestem szczęśliwa. Zawsze mogę odezwać się do swoich rodziców, którzy mimo tego, że są daleko, czekają na mój telefon i cieszą się z tego, o czym im opowiadam. Mam tak wiele, a dziś wydaje mi się, że to nieważne, że to jest nic. Czuję się taka wypalona...

Czym jest wypalenie? ( oczywiście jak zawsze proponuje swoją definicję bazującą na tym co już wiem :)) )

Wypalenie - jest to syndrom braku chęci do robienia czegokolwiek. Dotyczyć może pracy, życia w związku, studiów, pasji i wielu innych aspektów w które niegdyś wkładaliśmy bardzo dużo siły i na czym się koncentrowaliśmy w szczególny sposób. Nasz organizm napotyka "punkt kulminacyjny" , gdzie musi zmierzyć się z trudną sytuacją, być może po raz kolejny, jednak spostrzega, że nie dysponuje wystarczającą ilością siły, by ją pokonać.

Oczywiście jest wiele wyjaśnień tego terminu, być może trafniej określających czym jest wypalenie. Mi jednak zależy na tym, by w obrazowy sposób przedstawić to, ponieważ wiele z nas nie zdaje sobie sprawy, że również ich może to dotyczyć. Na wstępie przywołałam przykład wypalenia związanego z pracą i obowiązkami. Żeby jeszcze lepiej przybliżyć Wam tą definicję podam kolejny przykład: wypalenie w związku.

Asia i Adam są parą od 4 lat. Poznali się, gdy byli jeszcze w liceum i odtąd byli praktycznie nierozłączni. Mieszkali niedaleko siebie, byli w jednej klasie, na każdych zajęciach siedzieli razem w ławce. Snuli plany na przyszłość, że kiedyś założą rodzinę. Po dobrze zdanej maturze, oboje dostali się na wymarzone studia do jednego miasta. Byli bardzo szczęśliwi, że los pozwolił być im nadal razem. Wynajęli razem małą kawalerkę i rozpoczęli "dorosłe" życie tylko we dwoje. Studiowali inne kierunki, dzięki czemu bardzo szybko poznali dużo nowych ludzi. Podobało im się szalone towarzystwo z wielkiego miasta i uwielbiali spędzać z nimi czas. Coraz rzadziej znajdowali chwilę, by pobyć tylko ze sobą. Ważniejsze zaczęły być spotkania z nową paczką, wspólne wypady do klubu, oczywiście każdy ze swoimi. Kontakt Asi i Adama zaczął ograniczać się do wspólnego snu, krótkiej rozmowy podczas śniadania. Nie potrzebowali już spędzać razem czasu, nie tęsknili za sobą, zaczynali dochodzić do wniosku, że nowi przyjaciele są ciekawsi od ich drugiej połówki. W mieszkaniu zaczęły się kłótnie o każdą drobnostkę, a następnie nastała cisza. Oboje doszli do wniosku, że chyba "wypalili się" w swoim związku.

To dość klasyczny przykład jak bycie ze sobą "24 godziny na dobę" sprawia, że zamiast się do siebie zbliżyć, para oddalała się od siebie każdego dnia. Dodatkowo dystraktory takie jak: nowi przyjaciele, nowe obowiązki, duże miasto, wiele atrakcji, sprawiły, że zapomnieli o tym, że są tu razem, że mieli wspólnie pracować na swoją przyszłość. Każdego pochłonęło swoje życie, gdzie nie było miejsca na "my" ale na "ja".
Jak poradzić sobie z tą sytuacją? Przede wszystkim powinni zrezygnować jednego wieczoru z szaleństw z nowymi znajomymi, zostać ze swoim partnerem i szczerze porozmawiać o tym, czego spodziewali się zamieszkując razem, czego by chcieli od siebie wzajemnie, a także co się zmieniło, że nie jest im już tak dobrze ze sobą tak jak kiedyś. Trzeba opracować racjonalny plan "ratowania" tego związku, o ile nie stwierdzili, że jest już na to za późno. Wspólne hobby? wspólne spędzanie czasu? z pewnością tak. Dlaczego ich dwie paczki nie mogą połączyć się w jedną? powinni sprawić, że ich osobni znajomi staną się ich wspólnymi. Tu leży jednak bardzo cienka granica. Nie można przesadzić ze wspólnym życiem w drugą stronę. Chodzi o to, że każdy z nich powinien mieć swoją przestrzeń, taką jaką oboje wyznaczą. Jeśli postanowią, że dwa wieczory w tygodniu spędzają osobno i każdemu z nich jest z tym dobrze, to niech tak będzie. Grunt, żeby to była decyzja obojga partnerów, a nie tylko jednego. W zarzucaniu oszczerstwami, czy żalami drugą osobę, wpierw trzeba zastanowić się czy aby na pewno to ja robię wszystko ok. Może po mojej stronie leży gdzieś wina, może to ja tak bardzo się zmieniłam, a może oboje? Najważniejsza w tym wszystkim jest rozmowa. Bez krzyków i zarzutów. Chodzi w końcu o ratowanie tego co jeszcze zostało, a nie definitywne zakończenie związku.

W dzisiejszych czasach pełnych pośpiechu, nadmiernych obowiązków, a co za tym idzie również i stresu, ciężko uniknąć zjawiska wypalenia. Możemy pewnego ranka dojść do wniosku, że już tak dłużej nie chcemy, że potrzebujemy jakiś zmian, bo to co do tej pory sprawiało nam radość zaczęło nas drażnić i nam ciążyć. Ważne jest by w odpowiedniej chwili zatrzymać tą gonitwę i nie zapominać o tym, że jesteśmy tylko ludźmi a nie robotami, mamy prawo do zmęczenia, do błędów i do chwil słabości. Najważniejsze to umieć się do tego przyznać i dać sobie prawo do odpoczynku. 

poniedziałek, 28 października 2013

Plotka plotkę goni..

W dzisiejszych czasach ( nie wiedzieć dlaczego ) ludzi bardziej interesuje życie innych osób, niż ich własne. Uwielbiają tworzyć iście baśniowe historie na temat sąsiadów, kolegów z pracy i innych "bliskich ich sercu" osób. Tak kreują się plotki, które robią na ogół wiele szkód. Nie orientując się w sytuacji obmawianej przez nas osoby możemy ją dotkliwie skrzywdzić, ba! możemy zamienić jej życie w koszmar. To wszystkie dzieje się wtedy, gdy ludzie kochają koloryzować na temat zdarzenia, o którym jak wiadomo nie mogą, czy też nie chcą wiedzieć wszystkiego. 
Przykład:
Szefowa pewnej firmy pozyskała fundusze na zmianę starego wyposażenia biur- na nowe, bardziej nowoczesne i sprawne. W przeciągu miesiąca stare komputery, które w większości stanowiły już ozdobę biura zostały zamienione na wysokiej klasy laptopy. Telefony z kablem ustąpiły miejsca eleganckim bezprzewodowym. Ponadto nowe biurka i wygodne krzesła stanowiły o wysokim standardzie i komforcie zmienionego wyglądu tego miejsca. Nie tylko w firmie nastąpiły rewolucje. Tydzień po zmianie sprzętu na nowy, pod gmach firmy przyjechała szefowa- nowym, lśniącym autem. W kadrach huczało od plotek, że fundusze z remontu zostały przeznaczone również na ekskluzywny samochód władzy. Tymczasem zakup pojazdu szefowej nie miał nic wspólnego z kapitałem uzyskanym na wyposażenie biura. Kobieta długo odkładała na ten zakup, a ta sytuacja to zwykła zbieżność czasu. Jak powinno się poskromić złośliwych plotkarzy zanim dokleją nam do pleców etykietkę oszusta?

Różne są wyjścia z takiej sytuacji. Stara, dobra zasada głosi, że "tylko winny się tłumaczy". To, że oskarżono szefową o kupno auta z funduszy firmy to stanowi o poważnym argumencie godzącym w jej osobę, która powinna budzić zaufanie personelu. Sądzę, że dobrym sposobem byłoby przedstawienie na zebraniu kadr bilansu wydatków z pozyskanego funduszu. Dokładne zestawienie "na co i ile poszło" powinno sprawić, że obecni otworzą nieco oczy na prawdę. Szefowa nie powinna poruszać tematu obmowy na temat jej zakupu. To jej prywatna sprawa.
Ludzie często z zawiści potrafią stworzyć historie nie z tej ziemi. Fakt, że w któreś dziedzinie życia im się nie powiodło, stworzyło dla nich pole do bezkarnego obmawiania innych.
Plotki zwykle powinno się   "puszczać mimo uszu". Jest to szczególnie trudne, gdy słowa krzywdzą np. z powodu tego, że dotyczą naszych bliskich, czy negują fakt naszej ciężkiej pracy na której efekty czekaliśmy tak długo.
Chyba najlepszą receptą jest się tym zwyczajnie nie przejmować ;) Grunt, że my mamy czyste sumienie i jesteśmy pewni, że to co o nas mówią to wymysły znużonych własnym, prywatnym życiem ludzi. 

sobota, 21 września 2013

Pierwsze "małe kroczki" na dorosłej ścieżce

Gdyby wpisać słowo „ dom” w wyszukiwarkę internetową, zapewne pojawiłyby się setki stron, zdjęć, aforyzmów nawiązujących do tego, co może  się kojarzyć z tym wyrazem. Dom- jako budynek, lecz przede wszystkim dom- jako metafora bezpiecznej przystani, gdzie jesteśmy sobą, gdzie otacza nas ciepło najbliższych. Dom to miejsce gdzie ugruntowaliśmy własny system wartości. Dlatego tak ciężko go opuścić, gdy przychodzi wyczekiwana dorosłość.
Temat na czasie, gdyż październik zbliża się już wielkimi krokami i niektórzy młodzi ludzie zaczynają się pakować, by opuścić swoją rodzinę po to, by realizować się naukowo, czy też zawodowo. Wiele z nich myśli sobie teraz "nareszcie". Kto z nas nie marzył o tym, by wyrwać się z cieplutkiej oazy rodzinnej po to żeby posmakować wielkiego świata, by żyć na własny rachunek, by bez kontroli móc spełniać swoje marzenia i plany,  które wytwarzały się w głowie od dawna. Dopiero gdy zostajemy sami, zaczynamy tęsknić za ciepłem mamy, za jej obiadami, a także za zwykłą opiekuńczością, stabilizacją, bo od tej pory jesteśmy zdani w wielu sytuacjach tylko na siebie.
Wiele osób nie umie sobie poradzić w nowym mieście, wśród obcych ludzi. Nieznane otoczenie, ciągła gonitwa za czymś, brak czasu,  nieznajome, często nieżyczliwe twarze sprawiają, że młody człowiek odczuwa samotność i przerażenie tym z czym musi obcować każdego dnia. Do tego nowe obowiązki- studia, praca, zapewnienie sobie posiłku, pranie, sprzątanie itp. Jak odnaleźć się w nowym otoczeniu i wykorzystać tęsknotę za domem w dobry sposób? Jak zawsze najlepiej wytłumaczyć to na przykładzie.

Kasia do 19- roku życia mieszkała w małej miejscowości, gdzie chodziła do szkoły i miała przyjaciół. Rzadko wyjeżdżała, bo wszystko czego chciała i potrzebowała miała na miejscu. Niekiedy marzyła o samodzielnym życiu, o pewnej anonimowości na  którą nie mogła liczyć w miasteczku, w którym wszyscy dobrze się znali. Nigdy nie miała problemów z nauką- toteż bardzo dobre wyniki maturalne umożliwiły jej studia w dużym mieście na kierunku o którym marzyła. Na początku Kasia niezwykle cieszyła się z szansy, na którą bardzo ciężko pracowała. Jednak im bardziej czas przybliżał ją do dnia wyjazdu, tym coraz mniej optymistycznie dziewczyna reagowała na to co czeka ją w najbliższej przyszłości. Gdy była już na miejscu, podczas rozpakowywania swoich rzeczy odczuwała ogromny smutek. Czuła, że nie chce tu być. Bardzo tęskniła za rodziną, za domem, który musiała porzucić. Z dnia na dzień wcale nie było lepiej. Nie mogła już zawsze liczyć na swoje stare przyjaciółki, które dość dobrze znosiły wyjazd z domu i korzystały z każdej okazji, by uczcić swoje nowe, dorosłe życie. Kasia zanurzała się w swoim smutku co raz głębiej. Nie miała ochoty jeść, dbać o siebie, uczyć się. Rówieśnicy na uczelni starali się być dla niej życzliwi, ale ona często odrzucała ich pomocną dłoń. Zaczynała powoli myśleć o powrocie do domu, gdyż w nowym miejscu nic ją nie cieszyło.

Taki prosty przykład, który dotknął i wciąż dotyka tak wiele osób.
                                             
                                            Co powinna zrobić Kasia w takiej sytuacji?

Przede wszystkim powinna sobie organizować dobrze czas i nie odgradzać się od ludzi, którzy być może bardzo chcą ją poznać. Za nim zacznie odczuwać ulgę i będzie mogła normalnie żyć- musi robić wiele rzeczy, by nie dawać sobie możliwości do ciągłego zastanawiania się nad tym jak jest jej źle i ciężko. Kasia powinna zaprosić nowe koleżanki do zwiedzania miasta, poznania ofert kulturalnych, powinna zapraszać je do siebie i z nimi spędzać jak najwięcej czasu. Dziewczyna dostała się przecież na wymarzone studia, powinna więc docenić tą możliwość i zagłębiać się w wiedzę przyswajaną każdego dnia a także ją poszerzać ,uczestnicząc w różnych dodatkowych zajęciach. To być może nadgorliwe podejście do życia, które oferuje uczelnia może jej otworzyć wiele szans np. na dobre praktyki i staże , a także  dać możliwość poznania interesujących ludzi, którzy być może natchną ją do odnalezienia swojego „ja” w wybranej dziedzinie.


Wyjazd z domu do miasta nie musi oznaczać zawsze porażki, to wszystko zależy od nas samych. To nie prawda, że osoby z ciepłych rodzin nie umieją przystosować się do samodzielnego życia. Jest im na pewno o wiele ciężej przeżywać tęsknotę i rozstanie z najbliższymi, ale gdy uwierzą w siebie, zaaranżują sobie czas, określą swoje plany i zadania oraz przede wszystkim, gdy docenią otrzymaną szansę mogą osiągnąć sukces. 

czwartek, 12 września 2013

Uwierz w siebie!

Nieszczęśliwych ludzi na świecie jest tak wiele, że z pewnością nie da się przybliżyć ich liczby. Można by się zatrzymać nad tym problemem i zastanowić się, dlaczego właściwie tak jest? Żyjemy w XXI wieku, w dobie internetu, wolności słowa, tolerancji, wszelkich udogodnień technologicznych. Mamy dostęp do zagranicznych trendów, możemy korespondować z ludźmi z całego świata w zaciszu domowym. Tak wiele dziś możemy! Skąd więc ten smutek w oczach większości ludzi? Czy to ich wina? Czy każdy rodzi się pesymistą bez wiary w swoje możliwości?
Brak zadowolenia z siebie, ze swojego życia przekłada się na każde działanie, które chcemy podjąć. Jeśli byśmy uważali non stop, że nie nadajemy się do niczego, prawdopodobnie nie mielibyśmy powodu by rano otworzyć oczu i wstać z łóżka. Ciągnący się za nami pesymizm uniemożliwia nam skupienie się w pracy, a założenie z góry „że i tak mi się nie uda” sprawia, że faktycznie tak się staje. Nieustannie porównujemy się do ludzi z naszego otoczenia, myślimy sobie, że "jest lepszy, bo ma więcej pieniędzy, ładniejszy dom, czy jest atrakcyjniejszy wizualnie". Sądzimy, że jesteśmy skazani z góry na porażkę, a winą za każde niepowodzenie obarczamy siebie samych. To z pewnością jest dalekie od zdrowego podejścia do życia.
Podobno łatwiej jest siebie nienawidzić, niż siebie pokochać. Dużo prościej jest wskazać na swoje wady niż policzyć ile posiada się zalet. Po co o tym mówić? Po co pokazywać innym, że faktycznie jesteśmy w czymś zdolniejsi od innych? " Nie chcę, nie potrzebuję poklasku, wolę zostać w swoimi cieniu". Jak zaakceptować siebie, pokochać każdy dzień i uwierzyć, że mamy wpływ na nasze każde działanie?
Dobrym sposobem jest skupienie się przez chwilę tylko na własnej osobie. Warto zastanowić się nad całym swoim doczesnym życiem. Na pewno każdy z nas już od przedszkola wyróżniał się w czymś od innych dzieci. Jeden ładnie rysował, drugi szybko nauczył się czytać, jeszcze inny świetnie słyszał muzykę i śpiewał. W podstawówce wiele z nas brało udział w konkursach artystycznych, przedmiotowych. Każdy z nas z pewnością ma na swoim życiowym koncie mniejszy lub większy sukces. Jego ranga nie jest istotna, ważne by skupić się na tym, że coś się w życiu osiągnęło, że w czymś jestem lepszy, wyróżniający się od innych. Gdy przestudiujemy cały nasz żywot aż do chwili obecnej warto zapisać sobie to w czym faktycznie jesteśmy dobrzy, obok dopiszmy swoje zalety. To trudne zadanie szczególnie dla osób które są zamknięte w sobie. Gdy uda nam się wypisać ich nawet kilka, na kolejnej kartce dopiszmy wartości które mamy w życiu np. rodzina, dobre studia, oddaną przyjaciółkę, cudownego chłopaka, dobrą pracę. Ważne by być przed sobą szczerym. Następnie na kolejnej kartce napiszmy do czego chcielibyśmy w życiu dojść, co chcielibyśmy zdobyć, może to być wymarzony zawód, szczęśliwa rodzina, może napisanie książki? Nie hamujmy się, piszmy o każdym, nawet najmniejszym marzeniu i planie. Gdy już to zrobimy połączmy nasze zalety z działaniem. Np. Jestem pracowita i systematyczna, zawsze dobrze pisałam wypracowania, chcę napisać książkę. Czy nie układa się nam to wszystko w jedną całość?
Po połączeniu wszystkich składowych z każdej grupy otrzymamy konkretny plan działania, a zalety, które tam dopisaliśmy sprawią, że nasze plany wydadzą się bardziej realne!!


poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Asertywność-problem ludzi słabych

Raczej nikt z nas nie lubi, kiedy ktoś mówi nam co mamy robić, myśleć, czy jak mamy żyć. Zawsze powinna być to indywidualna kwestia każdego człowieka, bo w końcu ta różnorodność ludzi ubogaca nasz świat. Jednak nie każdy umie żyć tylko dla siebie. Nie umie odmówić pomocy koleżance, choć dobrze wie, że jej setna prośba o pomoc jest już na granicy przyjaźni, a zwykłego wykorzystywania. Ktoś nie umie nie zgodzić się w sporze ze swoim partnerem, choć doskonale wie, że on lub ona się myli. Czy człowiek asertywny to człowiek bezczelny, egoistyczny, który dba tylko o własny czubek nosa?

Czym dla mnie jest asertywność?

Asertywność- to odważne, śmiałe życie zgodnie z własnymi poglądami, potrzebami i wyrażanie swoich myśli, często kontrowersyjnych, zawsze jednak biorąc pod uwagę, czy tym wszystkim nie sprawiamy drugiej osobie krzywdy, czy nie naruszamy jej prywatności i jej dobra.

Moim zdaniem pojęcie te wiąże się z umiejętnością, zdolnością rezygnowania z pomocy komuś, gdy czujemy się wykorzystywani, lub gdy nie czujemy prawdziwego obowiązku do wykonania tego co nam ktoś zlecił. To odwaga mówienia o swoich przekonaniach, nawet jeśli w grupie tylko my mamy odmienne zdanie na dany temat. 

Bycie asertywnym to jedna z najtrudniejszych postaw, ról i wiele osób marzy, by się tej "sztuki" nauczyć.  Osoba o postawie asertywnej nie męczy się z "własnym ja", które podpowiada jej, że wpierw wykonuje zadania innych, a dopiero potem skupia się na sobie. To niezwykły dar pewnej intuicji, która pozwala nam odróżnić na prawdę potrzebujących naszej pomocy, od zwykłych naciągaczy. 
Ucząc się asertywności należy ćwiczyć własne poczucie wartości, swoje mocne strony i rozwijać w sobie pewność siebie i swojego działania.

Przykład:

Kasia i Basia to koleżanki z pracy. Kasia ma małą córeczkę, której nie ma z kim zostawiać pod jej nieobecność. Niejednokrotnie w trudnych sytuacjach mogła liczyć na pomoc Basi, która zgadzała się pilnować jej córeczki. Kasia tak bardzo przyzwyczaiła się do komfortu jaki płynie z zawsze chętnej do niesienia pomocy koleżanki, że teraz zaczęła wychodzić bardzo często wieczorami, by spotkać się z przyjaciółmi, bo ma pewność, że Basia zgodzi się sprawować opiekę nad jej dzieckiem. Basia nie raz odczuwała, że jest wykorzystywana, ale boi się, że może będzie kiedyś w podobnej sytuacji i jeśli teraz odmówi pomocy koleżance, ona kiedyś zrobi to samo. Poza tym Basia nie należy do towarzyskich ludzi i bardzo zależy jej na przyjaźni z Kasią. Basia czuję, że jej pomoc jest nadużywana i że zgadza robić się coś, na co nie zawsze ma ochotę i czas. Co powinna zrobić?

Przede wszystkim Basia powinna szczerze i spokojnie wytłumaczyć swojej koleżance, że nie zawsze może opiekować się jej córeczką, gdyż niekiedy ma swoje plany i obowiązki z których musi się wywiązać. Obecnie jednak jest w sytuacji "podbramkowej", bo nie chce stracić dobrej relacji z Kasią. Basia powinna zaoferować wspólne poszukiwanie niani dla dziecka, a do tego czasu zgodzi się na opiekę nad jej córeczką, ale tylko w przypadku, kiedy Kasia na prawdę nie będzie miała z kim zostawić swojego dziecka i jeśli Basia będzie wtedy dysponowała "wolną chwilą". Powinna szczerze powiedzieć przyjaciółce, że bardzo zależy jej na ich dobrej relacji, ale musi zareagować bo ciągle odczuwa, że tylko coś daje, a nic nie otrzymuje w zamian. 

Skąd mamy wiedzieć, kiedy ktoś nami manipuluje i nas wykorzystuje, a kiedy potrzebuje prawdziwej pomocy?
 Przede wszystkim warto zastanowić się nad tym, czy jest to bliska dla nas osoba, czy ktoś obcy. Choć na to nie ma reguły, jednak zawsze trzeba odnaleźć w tej prośbie drugie dno. Czy ktoś wielokrotnie prosił już nas o to samo? czy rzeczywiście potrzebuje naszej pomocy? Zawsze szczera rozmowa z drugim człowiekiem pozwoli nam "wybadać", czy akurat ja, a nie ktoś inny jesteśmy niezbędni.   

To nie prawda, że odmawiając wyjdziemy " na buraka", czy głośno głosząc swoją kontrowersyjną opinię, ktoś uzna nas za wariata i szaleńca. Jeśli wyćwiczymy w sobie asertywność i nasze pierwsze powiedziane "nie" będzie dla nas przełomem, zaczniemy czuć się pewni siebie i mniej wrażliwi na krytykę innych.

Jeśli macie ochotę poczytać i zagłębić się bardziej w zjawisko asertywności to żaden problem. Wydano bardzo dużo poradników, jak zostać osobą asertywną. Warto zacząć ćwiczyć tą umiejętność już od dziś- bo podstawowa przemiana zależy od nas samych. Trzeba mieć oczy "dookoła głowy" i być obiektywnym, by wystrzec się manipulowania przez kogoś i cieszyć się własnym życiem.

sobota, 3 sierpnia 2013

"... bo bardzo mi Ciebie brakuje..."

Być może zdziwi Was temat tego posta. Bo cóż ma wspólnego odczuwanie braku kogoś lub czegoś, czyli fachowo nazywając "tęsknota" z naszym zdrowiem psychicznym? Otóż więcej niż Wam się wydaje.

To uczucie każdy definiuje na swój sposób. Ja osobiście ten termin rozumiem tak:

Tęsknota-> odczuwanie bólu, smutku związane z brakiem kontaktu z osobą na której nam zależy. Często objawia się smutkiem, nostalgią, łzami, a także zaburzeniami w codziennym funkcjonowaniu,  co może prowadzić do depresji.

Im silniejsza relacja z osobą za którą tęsknimy, im dłużej jesteśmy w sytuacji, gdy nie możemy jej zobaczyć, nasze cierpienie staje się mocniejsze, a to zaczyna obciążać nasze zdrowie, nie tylko psychiczne.

Niekiedy wydaje się nam, że ból wynikający z braku tej osoby może sprawić, że nie wytrzymamy i "pęknie" nam serce. W rzeczywistości samo to wyważone uczucie nie ma większego wpływu na nasze zdrowie. Jednakże objawy, które pojawiają się przy nasilonej tęsknocie u osoby, która nie umie sobie z tym poradzić mogą spowodować poważne zmiany np. brak apetytu, bezsenność lub nadmierna senność, rozdrażnienie, brak koncentracji, bóle głowy, nudności, odczuwane kłucia w okolicy klatki piersiowej itd. Wszystko zależy od tego jak bardzo "dusimy", "rozkoszujemy się" swoim cierpieniem.
Jedno jest pewne: nie da się wytłumaczyć własnej świadomości, że nie chcemy tęsknić. To stan na który sami bezpośrednio nie mamy większego wpływu, a jedyne co może nas "na chwilę" uleczyć- to spotkanie z osobą, której tak bardzo potrzebujemy.
Jasno trzeba podkreślić: tęsknota nie należy do żadnej grupy chorób psychicznych!!

Czy każdy tęskni?

Raczej tak. Tylko każdy człowiek jest inny. Osoba bardziej skryta, mniej otwarta emocjonalnie, nieumiejąca mówić o swoich uczuciach będzie na ogół mniej odczuwać tęsknotę, niż osoba wrażliwa, słaba psychicznie.
Tęsknota to uczucie nie tylko zarezerwowane dla partnerów życiowych. Brakować nam może przyjaciół, osób, które zmarły, możemy tęsknić za miejscami, rzeczami, chwilami, które nie wrócą.

Czy tęsknota to objaw uzależnienia od drugiej osoby?

Uzależnienie to raczej złe określenie. Tęsknota to objaw silnego przywiązania do ukochanej osoby, która pokazuje nam jak bardzo nam na kimś zależy i że ciężko nam przeżywać każdy dzień bez jej obecności.

Raczej nie ma jednoznacznej recepty na "serce, które tęskni". Zależy czy to uczucie dotyczy osoby, którą jeszcze mamy możliwość zobaczyć, czy też nie. W drugim przypadku czas jest łaskawy i sprawia, że powoli przyzwyczajamy się do myśli, że ktoś odszedł od nas na zawsze. Warto tu podkreślić, że jedynie przyzwyczajamy, nie akceptujemy. 
Jeśli odczuwamy brak osoby, która jest daleko trzeba dbać o dobry kontakt, wspominać dobre chwile i planować spotkania. Prognoza przyszłego zobaczenia kogoś za kim tak mocno tęsknimy da nam nowe pokłady siły i obudzi w nas na nowo chęć do życia.