poniedziałek, 11 listopada 2013

Wypaliło się..

Totalnie nic nie chce mi się robić dzisiejszego dnia. Otwieram swoje oczy równo z sygnałem przeraźliwego budzika w telefonie. No tak, miałam zmienić ten dzwonek już dawno, no ale nie było na to czasu. Szczerze, tak bardzo nie chce mi się wstawać. Wolałabym sto razy zostać w ciepłym łóżku cały dzień, nie malować się, nawet i nie jeść. Zwyczajnie leżeć i patrzeć w sufit. Tylko dlaczego tak jest? Przecież mam wszystko. Mam wspaniałe studia, które każdego dnia wnoszą tak wiele do mojego życia. Mieszkam w dużym mieście, gdzie mam tyle możliwości na robienie świetnych rzeczy. Mam kochającego chłopaka, z którym jestem szczęśliwa. Zawsze mogę odezwać się do swoich rodziców, którzy mimo tego, że są daleko, czekają na mój telefon i cieszą się z tego, o czym im opowiadam. Mam tak wiele, a dziś wydaje mi się, że to nieważne, że to jest nic. Czuję się taka wypalona...

Czym jest wypalenie? ( oczywiście jak zawsze proponuje swoją definicję bazującą na tym co już wiem :)) )

Wypalenie - jest to syndrom braku chęci do robienia czegokolwiek. Dotyczyć może pracy, życia w związku, studiów, pasji i wielu innych aspektów w które niegdyś wkładaliśmy bardzo dużo siły i na czym się koncentrowaliśmy w szczególny sposób. Nasz organizm napotyka "punkt kulminacyjny" , gdzie musi zmierzyć się z trudną sytuacją, być może po raz kolejny, jednak spostrzega, że nie dysponuje wystarczającą ilością siły, by ją pokonać.

Oczywiście jest wiele wyjaśnień tego terminu, być może trafniej określających czym jest wypalenie. Mi jednak zależy na tym, by w obrazowy sposób przedstawić to, ponieważ wiele z nas nie zdaje sobie sprawy, że również ich może to dotyczyć. Na wstępie przywołałam przykład wypalenia związanego z pracą i obowiązkami. Żeby jeszcze lepiej przybliżyć Wam tą definicję podam kolejny przykład: wypalenie w związku.

Asia i Adam są parą od 4 lat. Poznali się, gdy byli jeszcze w liceum i odtąd byli praktycznie nierozłączni. Mieszkali niedaleko siebie, byli w jednej klasie, na każdych zajęciach siedzieli razem w ławce. Snuli plany na przyszłość, że kiedyś założą rodzinę. Po dobrze zdanej maturze, oboje dostali się na wymarzone studia do jednego miasta. Byli bardzo szczęśliwi, że los pozwolił być im nadal razem. Wynajęli razem małą kawalerkę i rozpoczęli "dorosłe" życie tylko we dwoje. Studiowali inne kierunki, dzięki czemu bardzo szybko poznali dużo nowych ludzi. Podobało im się szalone towarzystwo z wielkiego miasta i uwielbiali spędzać z nimi czas. Coraz rzadziej znajdowali chwilę, by pobyć tylko ze sobą. Ważniejsze zaczęły być spotkania z nową paczką, wspólne wypady do klubu, oczywiście każdy ze swoimi. Kontakt Asi i Adama zaczął ograniczać się do wspólnego snu, krótkiej rozmowy podczas śniadania. Nie potrzebowali już spędzać razem czasu, nie tęsknili za sobą, zaczynali dochodzić do wniosku, że nowi przyjaciele są ciekawsi od ich drugiej połówki. W mieszkaniu zaczęły się kłótnie o każdą drobnostkę, a następnie nastała cisza. Oboje doszli do wniosku, że chyba "wypalili się" w swoim związku.

To dość klasyczny przykład jak bycie ze sobą "24 godziny na dobę" sprawia, że zamiast się do siebie zbliżyć, para oddalała się od siebie każdego dnia. Dodatkowo dystraktory takie jak: nowi przyjaciele, nowe obowiązki, duże miasto, wiele atrakcji, sprawiły, że zapomnieli o tym, że są tu razem, że mieli wspólnie pracować na swoją przyszłość. Każdego pochłonęło swoje życie, gdzie nie było miejsca na "my" ale na "ja".
Jak poradzić sobie z tą sytuacją? Przede wszystkim powinni zrezygnować jednego wieczoru z szaleństw z nowymi znajomymi, zostać ze swoim partnerem i szczerze porozmawiać o tym, czego spodziewali się zamieszkując razem, czego by chcieli od siebie wzajemnie, a także co się zmieniło, że nie jest im już tak dobrze ze sobą tak jak kiedyś. Trzeba opracować racjonalny plan "ratowania" tego związku, o ile nie stwierdzili, że jest już na to za późno. Wspólne hobby? wspólne spędzanie czasu? z pewnością tak. Dlaczego ich dwie paczki nie mogą połączyć się w jedną? powinni sprawić, że ich osobni znajomi staną się ich wspólnymi. Tu leży jednak bardzo cienka granica. Nie można przesadzić ze wspólnym życiem w drugą stronę. Chodzi o to, że każdy z nich powinien mieć swoją przestrzeń, taką jaką oboje wyznaczą. Jeśli postanowią, że dwa wieczory w tygodniu spędzają osobno i każdemu z nich jest z tym dobrze, to niech tak będzie. Grunt, żeby to była decyzja obojga partnerów, a nie tylko jednego. W zarzucaniu oszczerstwami, czy żalami drugą osobę, wpierw trzeba zastanowić się czy aby na pewno to ja robię wszystko ok. Może po mojej stronie leży gdzieś wina, może to ja tak bardzo się zmieniłam, a może oboje? Najważniejsza w tym wszystkim jest rozmowa. Bez krzyków i zarzutów. Chodzi w końcu o ratowanie tego co jeszcze zostało, a nie definitywne zakończenie związku.

W dzisiejszych czasach pełnych pośpiechu, nadmiernych obowiązków, a co za tym idzie również i stresu, ciężko uniknąć zjawiska wypalenia. Możemy pewnego ranka dojść do wniosku, że już tak dłużej nie chcemy, że potrzebujemy jakiś zmian, bo to co do tej pory sprawiało nam radość zaczęło nas drażnić i nam ciążyć. Ważne jest by w odpowiedniej chwili zatrzymać tą gonitwę i nie zapominać o tym, że jesteśmy tylko ludźmi a nie robotami, mamy prawo do zmęczenia, do błędów i do chwil słabości. Najważniejsze to umieć się do tego przyznać i dać sobie prawo do odpoczynku.