sobota, 21 września 2013

Pierwsze "małe kroczki" na dorosłej ścieżce

Gdyby wpisać słowo „ dom” w wyszukiwarkę internetową, zapewne pojawiłyby się setki stron, zdjęć, aforyzmów nawiązujących do tego, co może  się kojarzyć z tym wyrazem. Dom- jako budynek, lecz przede wszystkim dom- jako metafora bezpiecznej przystani, gdzie jesteśmy sobą, gdzie otacza nas ciepło najbliższych. Dom to miejsce gdzie ugruntowaliśmy własny system wartości. Dlatego tak ciężko go opuścić, gdy przychodzi wyczekiwana dorosłość.
Temat na czasie, gdyż październik zbliża się już wielkimi krokami i niektórzy młodzi ludzie zaczynają się pakować, by opuścić swoją rodzinę po to, by realizować się naukowo, czy też zawodowo. Wiele z nich myśli sobie teraz "nareszcie". Kto z nas nie marzył o tym, by wyrwać się z cieplutkiej oazy rodzinnej po to żeby posmakować wielkiego świata, by żyć na własny rachunek, by bez kontroli móc spełniać swoje marzenia i plany,  które wytwarzały się w głowie od dawna. Dopiero gdy zostajemy sami, zaczynamy tęsknić za ciepłem mamy, za jej obiadami, a także za zwykłą opiekuńczością, stabilizacją, bo od tej pory jesteśmy zdani w wielu sytuacjach tylko na siebie.
Wiele osób nie umie sobie poradzić w nowym mieście, wśród obcych ludzi. Nieznane otoczenie, ciągła gonitwa za czymś, brak czasu,  nieznajome, często nieżyczliwe twarze sprawiają, że młody człowiek odczuwa samotność i przerażenie tym z czym musi obcować każdego dnia. Do tego nowe obowiązki- studia, praca, zapewnienie sobie posiłku, pranie, sprzątanie itp. Jak odnaleźć się w nowym otoczeniu i wykorzystać tęsknotę za domem w dobry sposób? Jak zawsze najlepiej wytłumaczyć to na przykładzie.

Kasia do 19- roku życia mieszkała w małej miejscowości, gdzie chodziła do szkoły i miała przyjaciół. Rzadko wyjeżdżała, bo wszystko czego chciała i potrzebowała miała na miejscu. Niekiedy marzyła o samodzielnym życiu, o pewnej anonimowości na  którą nie mogła liczyć w miasteczku, w którym wszyscy dobrze się znali. Nigdy nie miała problemów z nauką- toteż bardzo dobre wyniki maturalne umożliwiły jej studia w dużym mieście na kierunku o którym marzyła. Na początku Kasia niezwykle cieszyła się z szansy, na którą bardzo ciężko pracowała. Jednak im bardziej czas przybliżał ją do dnia wyjazdu, tym coraz mniej optymistycznie dziewczyna reagowała na to co czeka ją w najbliższej przyszłości. Gdy była już na miejscu, podczas rozpakowywania swoich rzeczy odczuwała ogromny smutek. Czuła, że nie chce tu być. Bardzo tęskniła za rodziną, za domem, który musiała porzucić. Z dnia na dzień wcale nie było lepiej. Nie mogła już zawsze liczyć na swoje stare przyjaciółki, które dość dobrze znosiły wyjazd z domu i korzystały z każdej okazji, by uczcić swoje nowe, dorosłe życie. Kasia zanurzała się w swoim smutku co raz głębiej. Nie miała ochoty jeść, dbać o siebie, uczyć się. Rówieśnicy na uczelni starali się być dla niej życzliwi, ale ona często odrzucała ich pomocną dłoń. Zaczynała powoli myśleć o powrocie do domu, gdyż w nowym miejscu nic ją nie cieszyło.

Taki prosty przykład, który dotknął i wciąż dotyka tak wiele osób.
                                             
                                            Co powinna zrobić Kasia w takiej sytuacji?

Przede wszystkim powinna sobie organizować dobrze czas i nie odgradzać się od ludzi, którzy być może bardzo chcą ją poznać. Za nim zacznie odczuwać ulgę i będzie mogła normalnie żyć- musi robić wiele rzeczy, by nie dawać sobie możliwości do ciągłego zastanawiania się nad tym jak jest jej źle i ciężko. Kasia powinna zaprosić nowe koleżanki do zwiedzania miasta, poznania ofert kulturalnych, powinna zapraszać je do siebie i z nimi spędzać jak najwięcej czasu. Dziewczyna dostała się przecież na wymarzone studia, powinna więc docenić tą możliwość i zagłębiać się w wiedzę przyswajaną każdego dnia a także ją poszerzać ,uczestnicząc w różnych dodatkowych zajęciach. To być może nadgorliwe podejście do życia, które oferuje uczelnia może jej otworzyć wiele szans np. na dobre praktyki i staże , a także  dać możliwość poznania interesujących ludzi, którzy być może natchną ją do odnalezienia swojego „ja” w wybranej dziedzinie.


Wyjazd z domu do miasta nie musi oznaczać zawsze porażki, to wszystko zależy od nas samych. To nie prawda, że osoby z ciepłych rodzin nie umieją przystosować się do samodzielnego życia. Jest im na pewno o wiele ciężej przeżywać tęsknotę i rozstanie z najbliższymi, ale gdy uwierzą w siebie, zaaranżują sobie czas, określą swoje plany i zadania oraz przede wszystkim, gdy docenią otrzymaną szansę mogą osiągnąć sukces. 

czwartek, 12 września 2013

Uwierz w siebie!

Nieszczęśliwych ludzi na świecie jest tak wiele, że z pewnością nie da się przybliżyć ich liczby. Można by się zatrzymać nad tym problemem i zastanowić się, dlaczego właściwie tak jest? Żyjemy w XXI wieku, w dobie internetu, wolności słowa, tolerancji, wszelkich udogodnień technologicznych. Mamy dostęp do zagranicznych trendów, możemy korespondować z ludźmi z całego świata w zaciszu domowym. Tak wiele dziś możemy! Skąd więc ten smutek w oczach większości ludzi? Czy to ich wina? Czy każdy rodzi się pesymistą bez wiary w swoje możliwości?
Brak zadowolenia z siebie, ze swojego życia przekłada się na każde działanie, które chcemy podjąć. Jeśli byśmy uważali non stop, że nie nadajemy się do niczego, prawdopodobnie nie mielibyśmy powodu by rano otworzyć oczu i wstać z łóżka. Ciągnący się za nami pesymizm uniemożliwia nam skupienie się w pracy, a założenie z góry „że i tak mi się nie uda” sprawia, że faktycznie tak się staje. Nieustannie porównujemy się do ludzi z naszego otoczenia, myślimy sobie, że "jest lepszy, bo ma więcej pieniędzy, ładniejszy dom, czy jest atrakcyjniejszy wizualnie". Sądzimy, że jesteśmy skazani z góry na porażkę, a winą za każde niepowodzenie obarczamy siebie samych. To z pewnością jest dalekie od zdrowego podejścia do życia.
Podobno łatwiej jest siebie nienawidzić, niż siebie pokochać. Dużo prościej jest wskazać na swoje wady niż policzyć ile posiada się zalet. Po co o tym mówić? Po co pokazywać innym, że faktycznie jesteśmy w czymś zdolniejsi od innych? " Nie chcę, nie potrzebuję poklasku, wolę zostać w swoimi cieniu". Jak zaakceptować siebie, pokochać każdy dzień i uwierzyć, że mamy wpływ na nasze każde działanie?
Dobrym sposobem jest skupienie się przez chwilę tylko na własnej osobie. Warto zastanowić się nad całym swoim doczesnym życiem. Na pewno każdy z nas już od przedszkola wyróżniał się w czymś od innych dzieci. Jeden ładnie rysował, drugi szybko nauczył się czytać, jeszcze inny świetnie słyszał muzykę i śpiewał. W podstawówce wiele z nas brało udział w konkursach artystycznych, przedmiotowych. Każdy z nas z pewnością ma na swoim życiowym koncie mniejszy lub większy sukces. Jego ranga nie jest istotna, ważne by skupić się na tym, że coś się w życiu osiągnęło, że w czymś jestem lepszy, wyróżniający się od innych. Gdy przestudiujemy cały nasz żywot aż do chwili obecnej warto zapisać sobie to w czym faktycznie jesteśmy dobrzy, obok dopiszmy swoje zalety. To trudne zadanie szczególnie dla osób które są zamknięte w sobie. Gdy uda nam się wypisać ich nawet kilka, na kolejnej kartce dopiszmy wartości które mamy w życiu np. rodzina, dobre studia, oddaną przyjaciółkę, cudownego chłopaka, dobrą pracę. Ważne by być przed sobą szczerym. Następnie na kolejnej kartce napiszmy do czego chcielibyśmy w życiu dojść, co chcielibyśmy zdobyć, może to być wymarzony zawód, szczęśliwa rodzina, może napisanie książki? Nie hamujmy się, piszmy o każdym, nawet najmniejszym marzeniu i planie. Gdy już to zrobimy połączmy nasze zalety z działaniem. Np. Jestem pracowita i systematyczna, zawsze dobrze pisałam wypracowania, chcę napisać książkę. Czy nie układa się nam to wszystko w jedną całość?
Po połączeniu wszystkich składowych z każdej grupy otrzymamy konkretny plan działania, a zalety, które tam dopisaliśmy sprawią, że nasze plany wydadzą się bardziej realne!!